| Dla nich dom
Dlaczego warto wziąć udział w akcji społecznej "Rzucamy ŚWIATŁO na apalicznych”, przekonuje Magdalena Szwechowicz, koordynatorka akcji w Fundacji Światło - Jak to się stało, że zaczęła pani pomagać ludziom, którzy zapadli w śpiączkę? - Kiedy chorowała moja babcia, trafiłam do hospicjum. Dostaliśmy tam olbrzymie wsparcie i opiekę. Nie zajęto się w hospicjum tylko babcią, ale całą rodziną, która przecież też potrzebuje pomocy, gdy bliscy chorują. Wówczas zapragnęłam być częścią tego zespołu. - Pacjenci w śpiączce przebywają często w hospicjum, a przecież to miejce dla ludzi, którzy odchodzą. - Właśnie, pacjenci w śpiączce to nie są ludzie, którzy odchodzą. W każdej chwili mogą się obudzić. Można i należy ich prowadzić ku życiu. Nie powinni przebywać w hospicjum. - W Fundacji Światło przez pięć lat udało wam się wybudzić ze śpiączki 16 pacjentów. Jak? - Za każdym razem możemy mówić o cudzie, bo wszyscy pacjenci, którzy do nas przychodzą mają niepomyślne rokowania. Medycyna się poddaje i rodzina słyszy: "nie można ich leczyć”. Można ich za to pielęgnować i poddawać bodźcom, próbować codziennie nawiązać z nimi kontakt. - Tak było w przypadku 15-letnie go Piotra, który do was trafił? - Tak. Miał wypadek w gospodarstwie rolniczym. Był dociśnięty do muru przyczepą ciągnika. Przez prawie rok był w śpiączce. Moment wybudzenia ma się jednak nijak do amerykańskich filmów. Po wybudzeniu nikt od razu nie mówi i nie porusza oczami. Daje nam za to pojedyncze, drobne sygnały: mrugnięcie powieką, poruszenie palcem. Chory jakby mówił ciałem: "jestem gotowy wrócić na tę stronę, pomóżcie mi.” Wówczas zaczynamy bardzo intensywną pracę z pacjentem: porozumiewanie się za pomocą jednego palca, później pojedynczych liter. Piotr powoli wychodził z nieszczęścia jakie go spotkało. Wrócił jednak do domu, a tam, mimo ogromnej troski rodziców, nie ma szans na tak intensywną rehabilitację jak w zakładzie opiekuńczym. Pozytywne zmiany, wywalczone ciężką pracą, zaczęły się u niego cofać. - Jak więc pomóc wybudzonym? - Chcemy wybudować dla nich dom. To nasze wielkie marzenie, aby wybudzeni ze śpiączki mogli wrócić do normalnego życia. Oni potrzebują ciągłej stymulacji i usamodzielniania się. - Jak chcecie to zrobić? - Mamy już projekt takiego budynku, który może powstać przy ul. Grunwaldzkiej. Wystarczy wybudować pokoje dla pacjentów w naszym ośrodku, gdzie znajduje się hospicjum. Koszty szacujemy na ok. 600 tys. zł. To kwota do uzbierania i chcemy ten temat poruszyć podczas konferencji 7-8 września, którą organizujemy wraz z ogromnym koncertem w Baju Pomorskim. Chcemy udowodnić i potwierdzić, że jest życie w śpiączce i po śpiączce. Dowodem na to były np. łzy ludzi w śpiączce, podczas gdy puszczaliśmy kolędy na oddziale. Wszystko słyszeli, reagowali. W tych ciałach jest życie. źródło: Gazeta Pomorska 1. września 2007 autor: Karina Obara |